W związku z tym, że o gitarach Shine wciąż jeszcze mało można znaleźć na polskich stronach czy forach internetowych, a przynajmniej opinii o produktach tej koreańskiej firmy postanowiłem napisać kilka obiektywnych słów. Przedmiotem testu jest gitara basowa serii professional, a zasadniczo jeden z ich najwyższych modeli SPB 100 NT wykonanej techniką neck thru body. Korpus wykonany z mahoniu, top z orzecha włoskiego, oraz pięcioczęściowa klonowa szyjka z wklejkami z bubingi w kolorze transparentnym dla mnie bliżej nieokreślonym. Waga około 6 kg. Klucze Grover, most solidny choć noname (oczywiście do regulacji) w wykończeniu satin gold, dwadzieścia cztery progi jumbo. Pierwsze co dało się usłyszeć zaraz po wyciągnięciu z kartonu było to, że strój gitary nawet po transporcie lekko tylko odbiegał od pionu choć to mnie nie dziwiło bo klucze Grover’a sprawdziły się już w innej mojej gitarze daję więc to nadzieję, że w tej kwestii gitara mnie nie zawiedzie. Samo wybrzmienie z drewna jeszcze przed podłączeniem do wzmacniacza zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie bo słychać, że gitara żyje i przepięknie śpiewnie wybrzmiewa. Progi nabite przyzwoicie choć pewnie nadają się do lekkiego przeszlifowania. Nic nie brzęczy i nie przeszkadza mimo ustawionej możliwie niskiej akcji strun. Gitara jest wygodna i miękka w grze. Jest także kilka niedociągnięć estetycznych jeśli chodzi o nałożenie lakieru przy łączeniu gryfu z korpusem. Po za tym uchybień raczej brak. Ciekawość mnie zżerała jak będzie brzmieć podłączona do wzmacniacza zatem tak też zrobiłem. Gitara jest wyposażona w dwa przetworniki typu Music Man Humbucker oraz trzyzakresową aktywną elektronikę oczywiście fabryczny noname. Potencjometry co mnie nie zaskoczyło mają tendencję do lekkich szmerów. Nie są one jednak tak nieznośne i głośne, niektórzy w zasadzie mogliby tego nie zauważyć. Przetworniki jednak zagrały pełnie i mrucząco z przyjemnym brzdękiem nowiutkich fabrycznych strun, które sam z pewnością wymienię bo jak dla mnie są za grube, ale rozmiar mają raczej standardowy gdzieś w granicach 45-105 ja osobiście preferuję 40-95 to jednak oczywiście sprawa osobistych preferencji. Cena sklepowa tej gitary to około 1700,00 zł i jak dla mnie jest całkiem znośna bo gitara po kilku zabiegach regulacyjnych brzmi świetnie i z pewnością bije wszystko co można dostać w tej cenie na rynku, a już na pewno mój ostatni instrument czyli Dean Edge 4, który w cenie 1400,00 zł z podobnej klasy osprzętem wymięka bez pytania nie mówiąc już o elektronice. Najbliższy instrument, jaki przychodzi mi do głowy jaki mógłby się równać z tym basem to Cort A4, ale ten jest o jakiś 1000 zł droższy. Ogrywałem wiele instrumentów tej klasy i mam swoisty fetysz kupowania i sprzedawania sprzętu bo po prostu nie leży mi coś w nim po jakimś czasie. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że nie żałuję wydanej żadnej złotówki na ten instrument i zostanie on przy mnie bardzo długo.


Ostatnia okazja okazałaby się zbyt kosztowna w doprowadzaniu jej do jakiegoś solidnego stanu używalności, zatem postanowiłem skorzystać z niej w bardziej kreatywny sposób. Co zrobić z gitarą, która w sumie może grać, ale nie musi i nie wiemy jak długo? Rozkręcić ją na części pierwsze i zrobić na jej podstawie nową. Taki cel sobie postawiłem i czym prędzej zacząłem szperać w internecie na temat samodzielnego, amatorskiego, wykonania gitary. Szukając dobrze znalazłem kilka opinii na ten temat i kilka przykładów z życia, gdzie raczej opłacalność takiego przedsięwzięcia oceniano na nikłą. Biorąc pod uwagę to że “lutnik” amator mając do dyspozycji dobry osprzęt, drewno i elektronikę nie osiągnie raczej efektu jaki można spotkać w fabrycznych gitarach dobrej klasy na półce sklepowej, oczywiście zabierając się za to pierwszy raz. Co ja zrobiłem? Stwierdziłem, że warto spróbować! Poszperałem dalej, poczytałem trochę o drewnie, zakupiłem potrzebne narzędzia, średniej klasy osprzęt i przyzwoite przetworniki. Wszystko super, ale… Drewno okazało się ogromnym problemem. Dzwoniąc po kilkudziesięciu hurtowniach drewna i tartakach spotkałem się jedynie z typową ignorancją po przecież nikt nie będzie zawracał sobie głowy kilkoma deskami jak my tutaj idziemy na metry sześcienne. Jeśli już się udało czułem się jak debil dzwoniąc dzień w dzień w to samo miejsce i za każdym razem słysząc to samo pytanie: “A jakie to miały być deski…? Oddzwonimy…” . Mówię sobie: “Chuj z Wami!” i szukam dalej bo przecież wydałem już tyle na osprzęt, że znajdę w końcu to jebane drewno. Pisałem maile dzwoniłem, raz odzew, raz brak nawet najmniejszego zainteresowania i szacunku i prostej odpowiedzi:”NIE”. Przy okazji doświadczyłem trochę naszej polskiej mentalności na własnej skórze gdzie człowiek się nie liczy z tym, żeby dobrze żyć z innymi i być dla nich uprzejmym mimo wszystko, a jedynie z tym, że uprzejmym trzeba być wtedy gdy to nam się opłaca. Jednak wracając do tematu (choć jest to mój blog i mogę sobie pozwolić na wywody filozoficzne:P); szukałem, szukałem i znalazłem. Miły głos w słuchawce oznajmił mi:” Ależ oczywiście! Nie ma problemu, jakoś sobie poradzimy. Zapraszam.”. To było to na co czekałem! Hurtownia drewna wszelkiego rodzaju gdzie nie dość, że zasypano mnie stertą informacji na temat każdego gatunku drewna to jeszcze przycięto na możliwie zbliżone do wymaganych wymiarów. Wybrałem merbau na korpus i jatobe na podstrunnicę i gryf. Oba drewna twarde i w miarę przystępne w obróbce i miałem tylko nadzieję, że nie głuche choć z tego co się dowiedziałem merbau to mniejsza większa to samo co machoń. Drogie, twarde jak skurwysyn, ok nada się biorę… Kilka stówek mniej w portfelu. Cóż mamy już drewno, osprzęt, elektronikę i narzędzia. Koszt to ponad tysiąc złotych (no prawie dwa),a to jeszcze nie koniec, to dopiero początek zabawy, choć koszty raczej się nie zwiększą jeśli czegoś nie spierdolę. Dobra fajnie mam frezarkę, wyrzynarkę, szlifierkę, wiertarkę. Tylko jak tego teraz użyć? Nie jestem stolarzem i jedyne drewno jakie trzymałem w łapie to pniaki na opał które ciosałem siekierą. Cóż dobre i to w końcu też jakaś obróbka drewna. Dobra biorę instrukcję i w imię Boże zabieram się do pracy. Na dobry początek, wycinając gryf, spartoliłem:”Kurwa! Co za gówno!”. “Dobra. To jeszcze raz.” Ciach ciach i jest zajebiście. Mam mniej więcej coś na kształt gryfu. Dobra to co z korpusem? Mam deski szerokości 25 cm no i fajnie tylko jakoś nie widzę tego korpusu. Dobra sprawdzamy co tutaj zrobić co by poszerzyć te dechy no i co? “Kurwa, jasne… trzeba kleić!”. Dobra lecę po jakiś kurewsko mocny klej do drewna. Znalazłem, zakupiłem jakiegoś Patexa, którym podniecał się sprzedawca. “Dobra”. Teraz to nie mogę skleić dwóch desek bo trzeba je sklejać mimośrodowo czy coś w ten deseń, włóknami do środka i na zewnątrz, na przemian. Piła tarczowa, ciach, ciach, drewno się pali, a piła prawie wysiadła. Dało jednak radę. Wyszło mniej więcej równo tylko teraz trzeba to wyrównać tak aby wszystkie powierzchnie idealnie do siebie przylegały. Nie mam struga, ani wyrówniarki, a szlifierka to raczej marny pomysł jak się przekonałem. “Dobra, damy radę.”. Memory, find… No i mamy kumpla stolarza: “Słuchaj jest sprawa…”. No i mamy ładnie wyrównaną i sklejoną deskę gotową do obróbki. Teraz czas na wymyślny korpus, który mimo wytężenia umysłu stał się ostatecznie jazz basem (a myślałem, że sam to wymyśliłem;P). No to teraz mam przerąbane. Co z tą frezarką, jak to w ogóle chwycić i jak to drewno da się takiej pierdzącej maszynce? Instrukcja obsługi, obroty ustawione na drugi stopień, próba i… zaskoczenie. Idzie jak przez masełko! Warstwa po warstwie, uśmiech na twarzy coraz szerszy, wyłania się ten najcudowniejszy kawałek drewna jaki widziałem w życiu, no i… “Co jest kurwa!”. Frez za krótki! Zostawiłem to i stwierdziłem, że z moimi umiejętnościami lepiej nie próbować nacinać z drugiej strony… choć w zasadzie tak właśnie zrobię bo przecież to nie filozofia. Przecież kawałek drewna i maszynka nie może mnie przechytrzyć. Na razie tyle bo jeszcze dalej nie zaszedłem, ale niebawem dalszy ciąg programu…


Zatem udało mi się wyrwać moją okazję, która kosztowała mnie całe 300 PLN. Poprzedni właściciel sprzedawał gitarę jako uszkodzoną ze względu na niewyregulowany gryf. Szkoda bo wystarczyło pogooglać wyregulować i sprzedać za kilka dobrych stów więcej. Niemniej mnie cieszy fakt, że gitara jest moją własnością tym bardziej, że za te pieniądze byłoby grzechem jej nie kupić. Czeka mnie kilka spraw związanych z ustawieniem wszystkiego jak należy i wymiana strun. Gitara wyróżnia się ciekawym designem, dobrym osprzętem i świetną elektroniką. Sama wygoda gry to sprawa raczej indywidualna, ale budowa korpusu utrudnia grę na siedząco. Tworzywo z jakiego jest wykonana to Luthite, które drewnem nie jest, a wymysłem inżynierów Corta, które ma swoje specyficzne walory akustyczne i charakteryzuje się niewielką wagą (znalazło w świecie wielu swoich zwolenników). Elektronika aktywna (możliwość przełączenia w tryb pasywny przy pomocy przełącznika) Bartolini MK-2 z trójzakresową equalizacją, oraz przystawka Bartolini MK-1 dają do zrozumienia, że jest to gitara uniwersalna i wiele można z niej wykręcić. Solidne klucze Die cast i mostek EB10 trzymają strój i dają się świetnie regulować. Jest to wersja bezprogowa z klonowym gryfem i podstrunicą z Ebonolu, a nie jak podaje wiele sklepów muzycznych z Hebanu. Ebonol to tworzywo imitujące Heban, twarde i o jasnym ataku i nie dziwi jego zastosowanie w tej klasy basie. Nie mogę pisać o wadach bo jakiekolwiek by miała to za tą cenę ich po prostu nie wymieniam. Z resztą wystarczy zajrzeć na Youtube’a i przekonać się jak popularne są te basówki.


Tak oto sprzedałem moją zmodyfikowaną basówkę za marne grosze jednak fakt, że trafiła ona do prywatnej kolekcji człowieka współpracującego ściśle z naszym rodzimym Mayonesem jest dla mnie zaszczytem. Wstrzymałem się także z kupnem mojego wymarzonego customa opartego na klasycznej konstrukcji Music Man’a, ze względów całkowicie przyziemnych, a mianowicie przygotowań do wesela. Cóż nikt nie mówił, że będzie łatwo. W chwili obecnej poszukuję “okazji” na allegro i trafiłem na taką, ale czy uda mi się ją “wyrwać” o tym zadecydują ostatnie minuty aukcji. Oczywiście zdradzę jaki to sprzęt dopiero gdy uda mi się go kupić.

Ostatnio troszkę czasu spędziłem na allegro poszukując jakiegoś taniego sprzętu w okazyjnych cenach i znalazło się kilka ciekawych gitar. Między innymi Epiphone Embassy, w którego byłem swego czasu posiadaczem, a którego w przykrych okolicznościach musiałem się pozbyć. Gitara jest chyba jednym z najlepszych produktów powyższej firmy i to w świetnej cenie. Po aukcjach widzę, że ludzie “zabijają” się o prawo do posiadania takiego sprzętu i szczerze mówiąc jak na sprzęt używany mam wrażenie, że zbytnio go przeceniają. Fakt gitara naprawdę fajna, ale pamiętam, że sam kupując w sklepie muzycznym natknąłem się na egzemplarze fatalnie wykonane o nierównej podstrunicy, skopanym siodełku i z jakimiś odpryskami lakieru. Także znalazłem kilka Cortów Curbow w dobrych cenach sprzedawanych najprawdopodobniej przez ludzi, którzy przeliczyli się z ambicjami porywając się na bas bezprogowy, a także Cort A4 także w wersji bezprogowej, który jest po prostu świetną gitarą. Można by wymieniać wiele okazji jednak ja czekam na moją czuwając przed monitorem.


Po dłuższej przerwie postanowiłem przerwać milczenie i zamieścić kolejny artykuł, a że mi się nie śpieszy i wolę pisać na temat to robię to dopiero teraz. Tematem dzisiaj będzie modyfikacja naszej basówki. Czasami wkurza nas toporne wykonanie wiosła, a przede wszystkim takiego z niższej półki cenowej i nie chcąc sprzedawać go poniżej kosztu zakupu chcemy choćby trochę zmienić jego brzmienie, a w zasadzie polepszyć. Jak sam się przekonałem przy przerabianiu mojego Corta BG35A drewno w gitarze basowej to podstawa, a ten model niestety jest zbudowany z ekonomicznego Aghatisu, który w naturze jest pięknym drzewem, ale niestety jeśli chodzi o gitary basowe i jego właściwości akustyczne, zupełnie nie wydobywa z siebie dołu i brzmienie jest płaskie. Pierwszym za co się zabrałem, w zasadzie podkuszony bardziej ciekawością niż nadzieją na jakikolwiek oszałamiający efekt, była wymiana przetworników. Poszperałem zatem trochę po internecie, przejrzałem kilka tematycznych for dyskusyjnych i trafiłem na polskiego producenta pickupów gitarowych i basowych, firmę Merlin z Olsztyna. Cóż nie zastanawiałem się nawet i zamówiłem dwa modele pickupów JB5 Single Coil pod szyjkę, oraz Humbucker Bassblaster pod mostek. To pasywne przystawki, ale miałem fabrycznie montowany preamp i stwierdziłem, że powinno być ok. Przystawki dostałem szybko więc zabrałem się za lutowanie. Szast prast i już siedzą. Odpalam gitarę no i… słychać efekt z tym, że nie odczuwałem zadowolenia bo nadal coś brumiło i strzelało, po za tym potencjometr kontroli blend zdawał się być zupełnie niepotrzebny, zatem zdecydowałem, że wymienię jeszcze potencjometry, przewody i ostatecznie postanowiłem poszukać także preampu w rozsądnej cenie. Poszukałem trochę w sklepach i zakupiłem ostatecznie dwa potencjometry logarytmiczne do kontroli głośności dla singla 250K firmy CTS, oraz 500K typu push-pull firmy Carbon Composition dla Humbuckera, oraz trzy rodzaje przewodów w kolorze czarnym, czerwonym i białym. Mając zasadniczo mały wybór preampów w cenach około 250 zł zdecydowałem się na sprawdzoną markę Seymour Duncan i serię Blackouts z dwuzakresowym equalizerem (dodatkowo w zestawie było także gniazdo stereo firmy Switchcraft). Po wywierceniu ostrożnie dodatkowego otworu w korpusie gitary wszystko trafiło na swoje miejsce (choć przy rozwiercaniu starego otworu uszkodziłem lakier i mam nieładny odprysk). Układ połączyłem opierając się na różnych schematach, które znalazłem min. na stronie Seymour Duncan. Miałem obawy co do działania bo nigdy wcześniej nie robiłem czegoś takiego, ale po ostatecznym złożeniu i montażu wszystkich elementów, podłączyłem gitarę do wzmacniacza i tym razem miło się zaskoczyłem. Brak brumu (pickupy Merlina), choć są małe zakłócenia w pracy potencjometrów, ale to raczej wina moja i przewodów, bo nie jestem specjalistą od lutowania. Gitara brzmi zadowalająco jednak całkowita modyfikacja kosztowała mnie około 800 zł, a to i tak jak na gitarę, która obecnie nowa kosztuje około 700 zł zbyt wiele.  Mimo wszystko doświadczenie bezcenne, a gitara mi posłuży jeszcze długo. Przy odpowiedniej korekcji brzmi przyzwoicie. Ja robiłem to z czystej ciekawości i nauczyłem się czegoś. Myślę, że każdy chcąc modyfikować swoją gitarę powinien zabrać się za to sam no chyba, że są to sprawy lutnicze, a tego lepiej nie tykać się samemu. Także jeśli chodzi o drogie gitary to lepiej niczego samemu nie dotykać. Ja nie mam wyrzutów sumienia jeśli chodzi o tego Corta, a zapłaciłem za niego swojego czasu 1200 zł i tej klasy gitary idealnie nadają się nie tylko do nauki gry, ale także do doświadczeń jeśli ktoś dysponuje kilkoma groszami. Oczywistym jest, że nie ma sensu wszczepiać do gitary niczego co jest tańsze niż to co już w niej jest. Skoro nie stać Cię na nic nowego, a chcesz choć trochę zmienić brzmienie gitary to nie musisz przecież wszystkiego kupować od razu, raz kupisz potencjometry, później preamp, ale najlepiej montować wszystko razem. Pamiętać należy także aby używać lutownic kolbowych, a nie transformatorowych bo może dojść wtedy do rozmagnesowania magnesów w pickupach (cóż mi się spaliły dwie kolby i użyłem transformatorówki, całe szczęście nic się nie wydarzyło). Cóż no to do następnego wpisu zdjęcia mojego Corta wrzucę jak tylko będzie chwil czasu.

Koszty:

Potencjometry:

CTS 250K – 27,00 zł

Carbon Composition Push-Pull 500K/A – 18,50 zł

Przewody – 9,00 zł

Preamp Seymour Duncan Blakouts 2 Band EQ – 250,00 zł

Pickupy:

Merlin JB5 Single Coil – 230,00 zł

Merlin Bassblaster – 250,00 zł


W tym roku wyjątkowo wcześnie bo już pod koniec kwietnia w podpoznańskiej Mosinie odbędzie się czwarta z rzędu impreza zrzeszająca sympatyków gitarowego grania. W programie jak zwykle warsztaty mistrzowskie na gitarę klasyczną, a także otwarte warsztaty na gitarę basową i elektryczną dla wszystkich zainteresowanych. Dni Artystyczne z Gitarą to jednak nie tylko warsztaty, to także okazja do zawarcia nowych znajomości, oraz koncerty wyśmienitych muzyków sceny krajowej jak i zagranicznej, a także jam session uczestników warsztatów wraz z muzykami prowadzącymi seminaria i wiele więcej. Mosińska impreza powinna zainteresować każdego amatora gitary, a dodatkową rekomendacją powinno być to, że jest wspierana jest co roku przez tak wyśmienitego muzyka jak Marek Raduli.

Więcej na:

http://www.gitaramosina.pl


Długo zabierałem się do napisania opinii na temat tej kostki chcąc podejść do jej tematu zupełnie obiektywnie. Nie jestem ekspertem więc moja opinia jest oparta na moich osobistych odczuciach jako użytkownika i wyobrażeniu na temat działania produktu. Do jej zakupu popchnął mnie fakt iż jest to nasz rodzimy produkt i czułem w kościach, że może być czymś odkrywczym w cenie zaledwie 130 PLN. Zatem nie zastanawiając się zbytnio wydałem lekką ręką powyższą kwotę i czekałem na paczkę bezpośrednio od producenta! Czekałem, czekałem i po około tygodniu otrzymałem paczuszkę. Większy kartonik, a w nim pod stertą folii i gazet je wyściełających ładny kolorowy kartonik. Jego waga jak na gabaryty dość spora bo okazało się, że po jego otwarciu moim oczom ukazała się zwyczajnie wyglądająca kostka efektowa w surowej stalowej obudowie. Solidny wygląd i waga dają do zrozumienia, że jest wręcz niezniszczalna. Dwa potencjometry czułości i opóźnienia pracujące solidnie i z należytym oporem, a sam włącznik, prosty i działający bez zakłóceń na dotyk. Przyszedł więc czas na podłączenie basu i kręcenie. Efekt w zależności od stylu gry daje się dość łatwo wyregulować więc czy gramy dynamicznie czy głębokim i wolnym walkingiem uzyskujemy należyty efekt wycięcia szumu gdy struna wybrzmi, a nasze dłonie oderwiemy od gryfu. Przy słabszym sygnale dźwięku, zdarza się mu go wyciąć, zwłaszcza jeśli chodzi o niskie i średnie częstotliwości. Przy zwykłym sygnale gubi czasami końcówki by po chwili, wybrzmiewać dalej. Przy silnym natomiast sygnale, bramka zapomina o swojej roli i po wybrzmieniu gitara szumi do woli, jeśli zwiększymy czułość to znowu mamy problem z cięciem. Trudno wtedy wybalansować optymalnie efekt nie mniej po pokręceniu przy gitarze daje się to zniwelować. Moim zdaniem to pozycja warta uwagi mimo kilku mankamentów, (choć to niekoniecznie wina efektu) zwłaszcza ze względu na dobrą cenę i fakt iż produkt jest ręcznie wykonany w kraju co jeszcze obniża jego wartość w jego granicach. Jeśli szukacie taniej i solidnej bramki szumów to nie znajdziecie na rynku nic lepszego.

strona producenta: http://www.exar.com.pl/


W dniu dzisiejszym kilka słów o nauce gry na gitarze basowej. Często wydaje nam się, że nauka gry będzie łatwiejsza gdy sami będziemy konsekwentnie podglądać naszych idoli i za ich wzorem próbując osiągnąć podobny efekt zdzierać sobie palce na gryfie. Uczyć się ze słuchu jest bardzo dobrze jednak chcąc osiągnąć więcej powinniśmy także trochę poczytać, a co więcej nie uciekać od nut! Każdemu początkującemu gitarzyście wydaje się, że nuty to coś czego nigdy nie pojmą, jednak na całe szczęście  fachowa literatura potrafi zdziałać cuda i nauczymy się ich czytać od najprostszych do tych trudniejszych i wcale nie będzie nam potrzebny do tego zapis tabulaturowy. W tym miejscu właśnie chciałbym zachęcić nie tylko do oglądania filmów instruktażowych, udziału w warsztatach, na których przyznam się sam nigdy nie byłem, ale także do czytania kursów internetowych. Jeden z ciekawszych można znaleźć na stronie polskiego producenta gitar nie tylko basowych, mayones.pl w dziale “may szkoła”. Znani muzycy specjalizujący się w różnych stylach muzycznych prezentują tam proste i bardziej zaawansowane ćwiczenia wraz z ich zapisami i przykładami dźwiękowymi, oraz dają wiele ciekawych porad na temat tego jak się uczyć, żeby się nauczyć i jak grać by grać dobrze. Szczególnie także zachęcam do sięgnięcia, po moim zdaniem świetną książkę Janusza Popławskiego zatytułowaną “Szkoła na gitarę basową” Polskiego Wydawnictwa Muzycznego. Autor książki od podstaw przedstawia nam samą genezę powstania gitary basowej i jej funkcję w krótkim wstępie, aby zacząć od podstawowych zagadnień technicznych kursu rozpoczynając od tego jak należy trzymać gitarę, poprzez jej budowę i specyfikę stroju i dalej już poruszając kwestię ćwiczeń praktycznych na gamach od tych najbardziej podstawowych do tych całkiem zaawansowanych. Książka wsparta jest przykładami największych standardów różnych styli muzycznych, które w trakcie kursu będziemy ogrywać. Co więcej w książce występuje tylko i wyłącznie zapis nutowy, który sam autor w krótkim wstępie objaśnia. W miarę nabierania wprawy i zagłębiania się w tajniki gry od ćwiczeń na pojedynczych strunach szybko zauważymy, że odczytywanie prostego zapisu nutowego dla linii basowej nie  jest aż tak straszne jak mogłoby się wydawać. Szczerze polecam pozycję bo sam wiele się z niej nauczyłem. Cena książki to około 100 PLN.


Regulacja basu

13sty10

Poniżej przedstawiam link do polskiego forum basowej społeczności basoofka.net gdzie autor postu bardzo przystępnie opisuje w jaki sposób zabrać się za regulację krzywizny gryfu, akcji strun, menzury, oraz wymianę strun w naszej gitarze basowej. Post jest na tyle dobry, że nie muszę go redagować na nowo.

http://basoofka.net/node/3687


Kupujemy Bas

13sty10

Zatem dzisiaj zajmiemy się tematem zakupu basu w przedziale cenowym od zera do tysiąca pięciuset złotych. Widziałem wiele tematów związanych z kwestią zakupu gitary basowej dla początkującego, który ma zamiar pograć, poza zaciszem domowym, także na “lokalnych” imprezach. Najczęściej spotykanym błędem jest założenie, że “kolega kolegi mojego kumpla” i jeszcze kilku innych mówiło, że ten czy ten bas brzmi dobrze, ma dobre drewno, pickupy itd. dlatego też wybieramy taki model gdzieś za pośrednictwem sklepu internetowego. Cóż to dość ryzykowne podejście jednak w skrajnych wypadkach gdy mieszkamy gdzieś na kole podbiegunowym gdzie internet przerywa bo właśnie zasypała nas burza śnieżna i nasze igloo jest pokryte dwumetrową warstwą śniegu jest raczej uzasadnione. Dzisiaj całe szczęście polska to nie “strefa zero” i w każdym większym, a nawet mniejszym mieście funkcjonuje sklep muzyczny, w którym zazwyczaj można znaleźć coś dla siebie. Od czego zatem zacząć gdy już wiemy, że kolega muzyk powiedział nam na co patrzeć, a co omijać szerokim łukiem, lub w zasadzie nie mamy pojęcia za co się zabrać.

Marka:

Zapewne na allegro spotykaliście się z wieloma gitarami firm takich jak Sky Way, Vision, Craftman, Echo, Ever Play i jeszcze innymi wynalazkami produkowanymi często z odpadów na kilogramy gdzieś w jakiejś Chińskiej dziurze, których cena często nie przekracza czterystu złotych. Prawda jest taka, że niestety to gitary, które naprawdę nadają się jedynie dla całkowicie początkujących gitarzystów basowych i jeśli chcecie z nimi wychodzić po za dom to lepiej tego nie robić, chyba, że koledzy z “kapeli” mają sprzęt podobnej klasy. Oczywiście trafić można tam czasami na gitarę, która może zagrać sympatycznie, ale szansa jest mniej więcej taka, jak trafienie w totka. Zatem jaka budżetowa marka? Jeśli chcemy kupić gitarę do nauki do około pięciuset złotych to warto spojrzeć na marki takie jak J&D, Tenson, Silvertone, oraz Sky Way, który osobiście mnie przeraża, choć zdarzają się częściej niż w jakichkolwiek innych masowych produktach ciekawe sztuki.

Powyżej pięciuset złotych mamy już większy wybór bo pojawiają się marki takie jak Cort, Epiphone, Squier, Ibanez, Olp, Yamaha, Schecter, ESP i cała czołówka producentów, których nazwy nie powodują dreszczy. Jeżeli zatem planujemy zakup gitary powyżej tej granicy warto skłonić się w kierunku modeli plasujących gdzieś w granicach tysiąca złotych. Każda z tych marek ma swój model, który w tej cenie warto zakupić, dając prosty przykład Epiphone ma swojego Embassy, Cort serie GB, także Yamaha ma naprawdę dobre wiosełka w tej cenie i słychać to ogrywając je, jednak ja zauważyłem, że często są niewygodne w grze. Są to zazwyczaj modele uniwersalne, pasujące praktycznie do każdej dłoni, a sam wygląd to już kwestia osobistych upodobań.

Drewno:

No fajnie, drewno to olcha bo mówili, że nie brać aghatisu bo to sklejka cięta z metra i sklejana tanim wikolem. Nic bardziej błędnego. Drewno choć nazywa się tak samo może być supełnie inne od drugiego i posiadać odmienne właściwości akustyczne ze względu na miejsce na świecie w jakim rosło i jak długo, warunki klimatyczne, zawartości odżywczej gleby, zanieczyszczeń i w końcu długości sezonowania. Zatem i tutaj należy obalić mit, że to drewno jest lepsze, a to gorsze bo na dobrą sprawę nie ma się co łudzić, że olcha stosowana na Fendery za pięć tysięcy złotych pochodzi z tego samego lasu co ta, która została zastosowana do tańszej wersji Squier’a. Prawdą jest, że możemy trafić na gitarę, która będzie zrobiona ze świetnego akustycznie drewna, choć kupimy ją za ten przysłowiowy tysiąc czy półtora. Powinno się poczytać o właściwościach akustycznych drewna i zwrócić uwagę na ich właściwości. Wspomnę tylko, że często w niskiej klasy basówkach stosowana jest olcha, która po prostu nadaje się na gitary basowe, ze względu na gęstość i przenoszenie akustyczne niskich częstotliwości, a także droższy jesion bagienny i aghatis z czego ten ostatni najczęściej stosowany w gitarach z aktywną elektroniką, gdzie liczy się bardziej dźwięk z elektroniki, a nie drewna, które zwyczajnie jest pospolite. Jeśli chodzi i podstrunicę i gryf to jest to zazwyczaj dla gryfu klon, a podstrunicy, klon (jasny) lub palisander (ciemny). Warto zatem chodzić po sklepach i “ściemniać” sprzedawców, że przymierzacie się do kupna sprzętu i ogrywać co się da, ostatecznie zdając się na własne uszy.

Pickupy i elektronika:

Przetworniki zarówno jak i drewno decydują o charakterze brzmienia basu i w zależności jakie brzmienie nas interesuje wyróżniamy ich różne rodzaje i wariacje, na dobrą sprawę to także temat rzeka, bo przystawki i elektronika, różnych producentów są bardzo odmienne, a ich brzmienie ma zawsze inna specyfikę, ze względu na materiały i technologie, a także wykorzystane patenty. Całe szczęście słyszymy i mamy ręce, aby pokręcić potencjometrami i posłuchać jej brzmienia przed zakupem gitary w każdej możliwej konfiguracji. Warto też zajrzeć na strony producentów przystawek i poczytać informacje ogólne, lub po prostu pogooglać. Wróćmy jednak na ziemię bo jesteśmy przy granicy cenowej półtora tysiąca. W tym przedziale rzadko zdarza się aby przetworniki miały nazwę producenta bo zazwyczaj to “no name” wyprodukowany na potrzeby producenta i według jego wytycznych. Zdarzają się marki, które pakują całkiem przyzwoity sprzęt takich marek jak np. Bartolini. Napiszę tylko, że wyróżniamy kilka podstawowych odmian przetworników basowych: single coil – dające jasne i szkliste brzmienie wyśrodkowane, precision bas humbucker – czyli przystawki znane z basów Fendera typu precison o głębokim dole i czystej górze, oraz typowe “mydełka” humbucker o ciepłym mięsistym brzmieniu. O ile przy zastosowaniu tylko pasywnych przetworników brzmienie basu jest zależne od od zastosowanego drewna to przy zastosowaniu elektroniki aktywnej czyli takiej akceleracji dźwięku przetwornika już mniej co daje często przewagę producentowi, który decyduje się na zastosowanie niższej klasy drewna w basach aktywnych.

Osprzęt:

Czyli mostek, progi, klucze, siodełko, gniazdo. Zanim ograsz wiosło przyjrzyj się jej dokładnie i sprawdź czy progi nie wystają i są równo nabite, czy klucze działają jak należy stawiając należyty opór lecz bez przesady i czy siodełko nie haczy o struny utrudniając im swobodną pracę i czy jest prosto zamontowane, a struny nie leżą sobie na pierwszym progu.Choć to skrajne przypadki warto jednak obejrzeć to co kupujemy dokładnie. Sprawdzić czy nie ma otarć i odbić lakieru. Sam osprzęt to także kwestia tego co sobie producent wymyśli i nigdy nie ma na tyle dobrze, aby w tańszych gitarach mieć i markowy osprzęt i pickupy. Raczej nie powinniśmy na to zwracać szczególnej uwagi bo tutaj liczy się głównie poprawny montaż i praca osprzętu, a klasa to już kwestia wymagających gdzie naprawdę robi to różnicę, ale to nie ta półka cenowa.

Wygoda:

Wygoda gry to podstawa jak mawiał mój świętej pamięci dziadek. Skoro wiemy już, że gitara jest poprawnie wykonana należy usiąść i chwycić wiosło do ręki. Wydobyć kilka dźwięków i zapodać jakiś riff. Pograć kilka minut, otworzyć umysł i dać sobie do zrozumienia, że ten “szatański” wygląd jest i owszem całkiem pociągający, ale niestety jak na nim grasz to wszystko cię boli. Można się przyzwyczaić do takiego stanu rzeczy i w końcu nauczymy się na tym grać, ale z doświadczenia wiem, że jeśli bierzesz gitarę do ręki i przelecisz kilka razy paluchami po gryfie to wiesz, że po prostu jest wygodna w grze. Jeśli wkurza cię na starcie, że gryf jest za wąski i struny za blisko siebie, zasuwaj po gitarę z szerszym gryfem i rozstawem strun. To naprawdę ważne jeśli chcemy czerpać radość z gry i czuć, że to co gramy po prostu “samo się gra”.

Jaka gitara do jakiej muzyki?

Jaka gitara do jakiej muzyki i czy cztero czy pięciostrunowa i czy progowa czy bezprogowa? To kwestia indywidualnych preferencji. Nauka na basie czterostrunowym nie jest łatwiejsza od gry na piątce jednak różni się specyfiką i możliwościami. Nie należy zatem zakładać, że “piątka” to wyższy level. Jeśli chcesz grać slapem i czuć ten metaliczny “brzdęk” o progi to jasne, że kupisz gitarę progową najlepiej czterostrunową dla szybkości i wygody gry. Jeśli chcesz grać pickiem czy palcówką, możesz zastanowić się nad czwórką lub piątką, progową lub fretless, jednak wtedy na rzecz ślicznego kontrabasowego brzmienia stracisz możliwość klangowania. Jeśli chcesz mieć gitarę uniwersalną, to kupisz progową piątkę w odpowiedniej konfiguracji pickupów np. z humbuckerem przy mostku i singlem po środku lub precission bas. Do metalu piątkę na humbuckerach dla dodania kopa przesterowanej gitarze z tą magiczną “niską” piątą struną lub czwórkę na singlach do mega szybkich akcji slapem. Możliwości jest wiele i to od nas zależy czy brzmienie gitary nam pasuje, a na dobrą sprawę nie chodzi o to żeby przystosować gitarę basową do granej muzyki, a do nas samych. Bas to zupełnie inna bajka niż elektryk i jego brzmienie nie stanowi o tym czy to ciężki metal czy nie, jego zadaniem jest ubarwiać i urozmaicać, nadawać specyficznej charakterystyki brzmienia całości. Jakikolwiek by nie był zależy od nas samych jaki ma być i jaki nam się podoba. Dlatego zawsze, ale to zawsze ilu basistów tyle wybrzmień tej samej muzyki.




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.